Duszpasterstwo Środowisk Twórczych
Archidiecezji Warszawskiej

Bieżące

Pan przemówił do Achaza tymi słowami: „Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze!”  Lecz Achaz odpowiedział: „Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę”. Wtedy rzekł Izajasz: „Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam uprzykrzać się ludziom, iż uprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel”. (Iz 7,10-14)

Biblijna ocena króla Achaza, panującego w Jerozolimie w drugiej połowie VIII w. przed Chr., jest dość jednoznaczna. W 2 Księdze Królewskiej możemy przeczytać: „Achaz nie czynił tego, co jest słuszne w oczach Pana, Boga jego, tak jak jego praojciec, Dawid, lecz kroczył drogą królów izraelskich. A nawet syna swego przeprowadził przez ogień – na modłę ohydnych grzechów pogan.” (2 Krl 16,2-3). Fascynacji bałwochwalczymi kultami, której władca łatwo ulegał, towarzyszyły kontrowersyjne działania polityczne. W kontekście rosnącej potęgi Asyrii, Achaz odmawia przystąpienia do antyasyryjskiej koalicji (wraz z królem Izraela i królem Aramu) i wysyła poselstwo z sutą daniną (złoto zabrane ze świątyni Pana) do asyryjskiego władcy, stając się ostatecznie jego wasalem. To właśnie przed tą zgubną decyzją chce uchronić króla prorok Izajasz, wzywając go do zaufania Bogu: „Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego”. Achaz nie ma jednak wiary. Woli realizować swoje plany, opierając się na ludzkiej pomocy. „Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę” – odpowiada obłudnie, przeczuwając wolę Boga. Podjął już decyzję.

Proroctwo zostało jednak wygłoszone. Sam Bóg „da znak” ludziom o twardych sercach: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel”. To zdanie jest jednym z najsłynniejszych biblijnych proroctw mesjańskich. Mocno wpisane w liturgiczny Adwent, wielokrotnie powraca we Mszy świętej. Przed reformą liturgiczną, która szerzej otworzyła dla wiernych skarbiec Bożego Słowa, ten fragment proroctwa Izajasza pojawiał się codziennie (z wyjątkiem niedziel) w adwentowych Roratach. Było to więc właściwie jedyne czytanie ze Starego Testamentu, jakie słyszeli wierni przez większą część Adwentu.

Znakiem, o którym mówi Izajasz, jest nowonarodzony chłopiec, Emmanuel („Immanu-El” oznacza: „Bóg z nami”). Proroctwo nie mówi nic o ojcu dziecka. Jego matka natomiast nazwana jest „alma”, co w języku hebrajskim oznacza niekoniecznie „pannę”, lecz po prostu młodą kobietę (także mężatkę). Kiedy jednak na przełomie III i II w. przed Chr. żydowscy tłumacze dokonywali przekładu Biblii hebrajskiej na język grecki (tzw. Septuaginta), hebrajskie słowo „alma” oddali greckim „parthenos” – dziewica. To niezwykła, zakorzeniona w żydowskiej tradycji, interpretacja tak ważnego tekstu. W takiej właśnie wersji przyjęli mesjańskie proroctwo chrześcijanie, których Biblią była właśnie grecka Septuaginta. To jej słowa przywołuje Ewangelia ostatniej niedzieli Adwentu, mówiąc o dziewiczym poczęciu Syna Bożego: „A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy Bóg z nami.” (Mt 18,23). Słowo stało się ciałem.

ks. Grzegorz Michalczyk (za aleteia.pl)

Niech się rozweselą pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech rozkwitnie! Niech wyda kwiaty jak lilie polne, niech się rozraduje, skacząc i wykrzykując z uciechy. Chwałą Libanu ją obdarzono, ozdobą Karmelu i Szaronu. Oni zobaczą chwałę Pana, wspaniałość naszego Boga. Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: «Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by was zbawić». 

Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło wykrzyknie. 

Odkupieni przez Pana powrócą, przybędą na Syjon z radosnym śpiewem, ze szczęściem wiecznym na czołach; osiągną radość i szczęście, ustąpi smutek i wzdychanie.

(Iz 35,1-6a.10)

Trzecia niedziela Adwentu nazywana jest nieraz niedzielą „Gaudete”, od słów łacińskiej antyfony, rozpoczynającej Mszę świętą: „Radujcie się zawsze w Panu, raz jeszcze powiadam: radujcie się! Pan jest blisko.” Także różowy kolor szat liturgicznych, używany tego dnia, sugeruje, że adwentowy fiolet oczekiwania jest już rozświetlony blaskiem nadchodzących świąt Narodzenia Zbawiciela. Zaś kalendarz liturgiczny przypomina nam, że Adwent jest czasem „pobożnego i radosnego oczekiwania”. Właśnie w tę niedzielę radość Adwentu dochodzi do głosu.

Proroctwo Izajasza jest najczęściej przywoływaną przez adwentowe liturgie księgą Starego Testamentu. Najczęściej nie kojarzy się jednak z radością. Izajaszowi przypadła niewdzięczna misja głoszenia upadku Izraela i Judy – dramatycznej konsekwencji niewierności narodu. Czterdzieści lat jego misji to czas permanentnego politycznego i militarnego zagrożenia ze strony potężnego imperium asyryjskiego i babilońskiego. Jednak pod koniec księgi Izajasza, a ściślej – pierwszej części księgi, mówiącej o wydarzeniach, mających miejsce w VIII w. przed Chr. (dwie następne części powstały w innym czasie i zostały napisane przez różnych autorów) – proroctwo przynosi pociechę dla cierpiącego narodu. Bóg jest bowiem wierny swym obietnicom i przymierzu, jakie zawarł ze swoim ludem. Obraz odnowy ziemi Izraela staje się symbolem nadchodzącego zbawienia. Słowo Boga przynosi nadzieję, ma stać się pomocą w przeżywaniu trudnego czasu. A także – co niełatwe – w odkrywaniu, że jest on w jakimś sensie potrzebny i oczyszczający.

Gdy Izajasz wypowiadał te słowa, najtrudniejsze wydarzenia dopiero nadchodziły. Jerozolima, cudem ocalona przed Asyryjczykami, stanie się łupem babilońskiego imperium. Świątynia Boga zostanie zbezczeszczona i obrabowana, elita narodu uprowadzona w niewolę. Kiedy więc spełni się pełne nadziei proroctwo?

Do słów Izajasza odwoła się w Ewangelii Pan Jezus, ogłaszając nadejście czasu wypełnienia Bożych obietnic. Oto uwięziony przez Heroda Jan Chrzciciel wysyła do Jezusa swych uczniów z dramatycznym pytaniem: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też mamy czekać na kogoś innego?” Czyny i słowa Jezusa tak bardzo odbiegały od wyobrażeń o srogim, rozprawiającym się ze swymi wrogami Mesjaszu, że nawet Jego wiernego poprzednika ogarnęło zwątpienie. Przed nadchodzącą męczeńską śmiercią, Jan otrzyma potwierdzenie: „Niewidomi odzyskują wzrok, kulawi chodzą, trędowaci stają się czyści, głusi słyszą. Umarli zmartwychwstają, a ubogim jest głoszona dobra nowina.” To już! Czas się wypełnił. Nadeszło królestwo Boga. „On sam przychodzi, by nas zbawić.” 

ks. Grzegorz Michalczyk (za aleteia.pl)

Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej. Upodoba sobie w bojaźni Pańskiej. 

Nie będzie sądził z pozorów ani wyrokował według pogłosek; raczej rozsądzi biednych sprawiedliwie i pokornym w kraju wyda słuszny wyrok. Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego. Sprawiedliwość będzie mu pasem na biodrach, a wierność przepasaniem lędźwi. 

Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą pospołu i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą z sobą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na gnieździe kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii. Zła czynić nie będą ani działać na zgubę po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana, na kształt wód, które przepełniają morze. 

Owego dnia to się stanie: Korzeń Jessego stać będzie na znak dla narodów. Do niego ludy przyjdą po radę, i sławne będzie miejsce jego spoczynku. (Iz 1,1-10)

W liturgii drugiej niedzieli Adwentu rozbrzmiewa słynny mesjański poemat z księgi Izajasza. Prorok kreśli portret wyczekiwanego idealnego króla, władcy nowego, mesjańskiego królestwa pokoju i sprawiedliwości. Przedstawiony tu obraz świata jest idealny, wręcz utopijny. Niczym nie zmącony pokój i jedność, w której mają żyć ludzie i zwierzęta, kontrastuje z dramatycznymi wydarzeniami historii. Opiewana przez Izajasza sprawiedliwość społeczna, czyniąca zadość „biednym i pokornym w kraju”, jest wciąż pełnym tęsknoty marzeniem wielu. Nieco wcześniej prorok chłostał swym słowem: „Biada prawodawcom ustaw bezbożnych i tym, co ustanowili przepisy krzywdzące, aby słabych odepchnąć od sprawiedliwości (…), by wdowy uczynić swym łupem i by móc ograbiać sieroty! Lecz co zrobicie w dzień kary…?” (Iz 10, 1-3). Jaki sens kryje się w mesjańskim proroctwie?

Żyjący w VIII wieku przed Chrystusem Izajasz przez blisko czterdzieści lat pełnił swoją prorocką misję. Jej przypieczętowaniem była – według żydowskiej tradycji – męczeńska śmierć proroka. Bohater narodowy, wielki pisarz, genialny poeta, nade wszystko – prorok, do końca wierny powierzonej mu przez Boga religijnej misji. Niewdzięcznej, bo wymagającej nieustannego upominania wiarołomnych i zapowiadania narodowych katastrof, będących konsekwencją zarówno nieposłuszeństwa wobec Boga, jak i naiwnej polityki, uprawianej przez władców. W takim właśnie dramatycznym kontekście rozbrzmiewa proroctwo, niosące obietnicę dla królewskiego rodu Dawida.

„Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści odrośl z jego korzeni…” Omijając tych, którzy sprzeniewierzyli się swemu dziedzictwu, proroctwo sięga do protoplasty rodu. Jesse z Betlejem, ojciec Dawida i jego braci, patrzył kiedyś z niedowierzaniem, jak prorok Samuel namaszczał na króla jego najmłodszego syna. Trzysta lat później, gdy Izajasz wypowiada te słowa, dynastia Dawidowa leży w ruinie, powalona przez wydarzenia historii, niczym ścięte drzewo. Prorokował Izajasz, zapowiadając klęskę ludu o zatwardziałym sercu: „Tylko dziesiąta część w nim zostanie, a nawet ona stanie się pastwą ognia. Stanie się jak dąb, czy terebint, których pień się ostaje, gdy są ścinane. Ten pień będzie świętym nasieniem.” (Iz 6,13). Tak, przyjdzie dzień, gdy „wyrośnie różdżka z pnia Jessego…”

Adwent przynosi nam Izajaszowe proroctwa, wskazując na Chrystusa. W Nim znajdują one swoje wypełnienie. Nadzieja zbawienia rozświetla wydarzenia historii. Potomek Dawida objawia się jako Mesjasz, „Król nad wiekami” i Zbawiciel pogrążonej w mrokach grzechu ziemi. Przynosi w sobie zalążek jedności i harmonii zbawionego świata, nowego stworzenia, wolnego od przemocy i nienawiści, zgodnego z odwiecznym zamysłem Boga. Wypełnia się proroctwo. Korzeń Jessego wznosi się jako znak dla narodów i podążają do niego ludy. Zaś liturgia Kościoła, powracając do zbawczych wydarzeń, rozbrzmiewać będzie wkrótce wołaniem: „Oto zwiastuję wam radość wielką”…

ks. Grzegorz Michalczyk (za aleteia.pl)

„Widzenie Izajasza, syna Amosa, dotyczące Judy i Jerozolimy:
Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stać będzie mocno na
szczycie gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną,
mnogie ludy pójdą i rzekną: «Chodźcie, wstąpmy na górę Pańską, do świątyni
Boga Jakuba! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo
Prawo pochodzi z Syjonu i słowo Pańskie – z Jeruzalem». On będzie rozjemcą
pomiędzy ludami i sędzią dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na
lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie
miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba,
postępujmy w światłości Pańskiej!” (Iz 2,1-5).

Kiedy piszę te słowa, patrzę właśnie na górę, o której 2700 lat temu myślał
prorok Izajasz. W pierwszą niedzielę Adwentu słyszymy w kościołach słowa
jego proroctwa: „Góra świątyni Pana wystrzeli ponad pagórki… Wszystkie
narody do niej popłyną, chodźcie, wstąpmy na górę Pana do świątyni Boga
Jakuba.” Syjon, wznoszący się jako znak pokoju między narodami. Symbol,
jednoczący wszystkich wokół Jedynego Boga. Miejsce pojednania, na zawsze
wolne od przemocy, gwałtu i wojny. Jakże porywająca wizja! Patrzę właśnie na
„górę świątyni Pana”. Nie ma tam jednak świątyni. I nie ma mnogich ludów,
które chcą wstąpić „na górę Pana, do świątyni Boga Jakuba”. Tak w ogóle, na
świątynną górę, można wejść najwyżej na kilka chwil, zaledwie dwa razy w
ciągu dnia. Wcześniej trzeba poddać się kontroli bezpieczeństwa, przejść przez
bramkę, pokazać bagaż. „Mnogie ludy”, nawet gdyby bardzo chciały, nie
mogłyby się tam dostać. Na górę, o której prorokował Izajasz, mogą dziś bez
problemu wejść tylko muzułmanie. W miejscu, gdzie wznosiła się świątynia
jerozolimska, od trzynastu stuleci znajduje się bowiem jeden z najsłynniejszych
muzułmańskich meczetów, niedostępny dla tych, którzy nie podzielają wiary w
Allaha i w jego proroka. Kilka lat temu, podczas mojego pobytu w Jerozolimie,
ze świątynnego wzgórza wybiegło trzech uzbrojonych mężczyzn. Zastrzelili
dwóch młodych izraelskich policjantów, strzegących wejścia na plac świątynny.
Sami również zginęli. „Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą
się więcej zaprawiać do wojny”… Czyżby wielki Izajasz dramatycznie się
pomylił?

Ileż nadziei związanych było z Syjonem, górą świątyni Pana… Była przecież
szczególnym miejscem Jego obecności, przybytkiem, mieszkaniem
Najwyższego. „Pan bowiem wybrał Syjon, tej siedziby zapragnął dla siebie: To
jest miejsce mego odpoczynku na wieki, tu będę mieszkał, bo tego pragnąłem
dla siebie.” (Ps 132). Paradoksalnie, dziś jest to jedno z najbardziej znanych w świecie miejsc, przypominających o dramatycznych podziałach politycznych,
etnicznych i religijnych, wobec których ludzie wydają się być bezradni. Nie
przekuto „mieczy na lemiesze, a włóczni na sierpy”. Nie nastał spodziewany
pokój. Gdzie więc szukać źródeł nadziei?

Przynoszący nam Izajaszowe proroctwo Adwent, kieruje nasze spojrzenie w tę
właśnie stronę. Ukazuje źródło nadziei w spotkaniu z przychodzącym Panem.
Tym, który przebywał na Syjonie. Tym, który stał się Emanuelem – Bogiem z
nami, zamieszkując wśród nas. I tym, który przyjdzie u kresu naszej historii, by
zainaugurować „nowe niebo i ziemię nową” i ukazać „miasto święte, Jeruzalem
nowe”. Czy wtedy spełni się ostatecznie wizja Izajasza? Zapewne tak. Jednak
patrząc z nadzieją w eschatologiczną przyszłość, nie możemy jako chrześcijanie
zapomnieć o wydarzeniu, które już stało się naszym udziałem. Spełniło się w
naszym życiu. „Wy natomiast przystąpiliście do góry Syjon, do miasta Boga
żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste
zebranie, do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga,
który sądzi wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już doszły do celu, do
Pośrednika Nowego Testamentu – Jezusa (…). Dlatego też otrzymując
niewzruszone królestwo, trwajmy w łasce, a przez nią służmy Bogu ze czcią i
bojaźnią!” (Hbr 12). A więc to już! Podeszliśmy do Syjonu. „Już stoją nasze stopy
w twoich bramach, Jeruzalem…” (Ps 122).

ks. Grzegorz Michalczyk (za aleteia.pl)

Wszystkie pokolenia izraelskie zeszły się u Dawida w Hebronie i oświadczyły mu:
„Oto my jesteśmy kości twoje i ciało. Już dawno, gdy Saul był królem nad nami,
ty odbywałeś wyprawy na czele Izraela. I Pan rzekł do ciebie: Ty będziesz pasł
mój lud – Izraela, i ty będziesz wodzem nad Izraelem”.
Cała starszyzna Izraela przybyła do króla do Hebronu. I zawarł król Dawid
przymierze z nimi wobec Pana w Hebronie. Namaścili więc Dawida na króla nad
Izraelem. (2 Sm 5,1-3)

Wsłuchując się w czytania biblijne dzisiejszej niedzieli ktoś mógłby zapytać: Jaki
sens ma dla nas, katolików, żyjących w Polsce XXI wieku, wspominanie jednego
z żydowskich królów, który trzy tysiące lat temu rozpoczął swoje panowanie?
Czy może to mieć jakiś związek z naszą wiarą i tradycją?

W ostatnią niedzielę roku liturgicznego słyszymy rzeczywiście fragment Drugiej
Księgi Samuela, mówiący o namaszczeniu Dawida na króla Izraela. Tamtego
dnia, w Hebronie, rozpoczęło się panowanie „dynastii Dawidowej”. Od tej pory
imię Dawida pojawiać się będzie w biblijnych historiach częściej, niż
jakiekolwiek inne. Z nim też zostanie związana szczególna obietnica Boga.
Dziesięć lat wcześniej, Dawid, młody chłopak i pasterz owiec, najmłodszy z
synów Jessego z Betlejem, otrzymał swe pierwsze królewskie namaszczenie. Ku
zaskoczeniu ojca i starszych braci, prorok Samuel, wypełniający wiernie Boże
polecenie, wylał oliwę właśnie na głowę Dawida, czyniąc go „pomazańcem” i
powierzając mu królewską godność. Wydarzenie to pozostało jednak przez lata
w tajemnicy. Dopiero po śmierci Saula, pierwszego króla Izraela, w niesławie
kończącego swe życie, Dawid objął należne mu panowanie.

Namaszczenie w Hebronie i przymierze, zawarte między Dawidem a starszyzną
Izraela, rozpoczęło epokę politycznych i militarnych sukcesów króla, który już
wcześniej – jako wódz wojsk Saula, a potem król Judy – dał się poznać jako
dzielny i mądry wojownik. Troska o poddanych, dbałość o sprawiedliwość,
uwieńczone sukcesem dążenie do zjednoczenia plemion Izraela, wreszcie
spektakularne rozszerzenie Dawidowego imperium do niespotykanych
wcześniej rozmiarów (dziś są to terytoria Izraela, Palestyny i Jordanii), zapisały
Dawida w historii, ukazując wzór doskonałego monarchy. Biblia nie przemilcza
jednak grzechów Dawida. Cudzołóstwo i zbrodnia, których się dopuścił, stały w
jawnej sprzeczności ze sprawiedliwością, której tylekroć bronił. Dawid-grzesznik
stał się Dawidem-pokutnikiem, korzącym się przed Bogiem i błagającym o przebaczenie. Psalm 51, będący przebłagalną modlitwą Dawida, jest jednym z
najbardziej poruszających tekstów biblijnych, mówiących o pokucie i
nawróceniu grzesznika.

Ród Dawida poniósł w historię mesjańską obietnicę. Obwieszczały ją tajemnicze
słowa Boga, zapowiadającego „wywyższenie Dawidowego potomka”, którego
królestwo i panowanie „będzie trwało wiecznie”. I choć polityczne królestwo
Dawida rozpadło się wkrótce po śmierci jego syna, mesjańska obietnica wciąż
trwała. Dziesięć stuleci później, w małym miasteczku na galilejskiej prowincji,
młodziutka dziewczyna usłyszy: „Oto poczniesz i urodzisz syna… będzie
nazwany Synem Najwyższego… Pan Bóg da Mu tron Jego ojca Dawida… Jego
królestwo nie będzie miało końca.” Obietnica dana Dawidowi zacznie się
wypełniać.

ks. Grzegorz Michalczyk (za aleteia.pl)

Copyright © 2012 DŚT Warszawa. All Rights Reserved