Duszpasterstwo Środowisk Twórczych
Archidiecezji Warszawskiej

Bieżące

Mówił to w Jerozolimie, w świątyni, kilka dni przed swoją męczeńską śmiercią. Słuchali Go wyżsi kapłani i przywódcy ludu. Gdy opowiadał im przypowieść o gospodarzu, pełnym troski o swoją winnicę, nie mieli zapewne wątpliwości do czego nawiązuje. Znali dobrze proroctwo Izajasza z „Pieśni o winnicy Pana”.

„Zaśpiewam mojemu Ukochanemu pieśń o Jego miłości do Jego winnicy…” Ta winnica, założona na urodzajnym wzgórzu, pielęgnowana była z miłością. Okopana, oczyszczona z kamieni, przygotowana na obfite owocowanie. Szlachetna winorośl rozpościerała w niej swoje pędy. Czyż nie jest to obraz miłości Boga do Jego ludu, wybranego przez Niego i poślubionego w wierności? „Winnicą Pana Zastępów jest dom Izraela” – obwieszczał prorok.

Winnica troskliwego gospodarza z proroctwa Izajasza nie wydała jednak słodkich winogron. Zrodziła cierpkie, bezużyteczne owoce. W Jezusowej przypowieści o winnicy, dzierżawcy zdradzają swego gospodarza, nie chcąc oddać mu należnych plonów. Znieważają i zabijają jego sługi i mordują syna, którego gospodarz do nich wysyła. Stają się zbrodniarzami, uzurpującymi sobie prawo do zawłaszczonej winnicy pana. Co uczyni z tymi rolnikami pan winnicy, gdy powróci do swojej własności?

Nie tylko pobożni słuchacze, dotknięci słowami Jezusa, musieli zmierzyć się z tym pytaniem.  Sens osadzonego w Izajaszowym proroctwie przesłania przypowieści, sięga bowiem znacznie dalej. To przecież Kościół Pana jest dziś Jego winnicą, ludem nabytym przez Niego na własność, za cenę Jego życia. Ukochaną winnicę powierzył trosce „innych rolników, którzy mają mu oddawać plon we właściwej porze”. Czy wywiązują się ze swego obowiązku?

Nasze dziś, to właśnie pora („kairos”), w której Kościół-winnica ma przynosić Panu oczekiwany plon. Mocną przestrogą brzmią słowa „Pieśni o winnicy”: „oczekiwał od nich prawości, a oto bezprawie, sprawiedliwości, a oto jęk udręki”. Bez wierności Słowu Boga (także, gdy swymi wymaganiami przekreśla nasze koncepcje) i wyrażanej w czynach miłości (szczególnie do krzywdzonych, bezbronnych i małych), najbardziej nawet wzniosłe słowa religijnych deklaracji, obracają się w swoje przeciwieństwo. A Chrystus, głoszący miłość i upominający się o ubogich, zostaje odrzucony, niczym kamień, nie pasujący do budowli, wznoszonej z zapałem przez budowniczych, przyzywających nieustannie Bożego imienia.

 

ks. Grzegorz Michalczyk (za aleteia.pl)

Był już w Jerozolimie, u kresu swej drogi. Przy akompaniamencie radosnych śpiewów wkroczył uroczyście do świętego miasta. Tłumy wyznawały, że jest Synem Dawida, królem Izraela, który przyszedł, by wypełnić mesjańskie obietnice. Od tamtej pory, dzień w dzień, przebywał w świątyni, nauczając. Głośnym echem odbiło się wypędzenie przez Niego handlarzy ze świątynnego terenu. Wielu oburzonych twierdziło, że jest uzurpatorem, łamiącym Boże prawo i tradycję. Nie unikał pełnych napięcia dyskusji z napierającymi na Niego religijnymi przywódcami narodu – wyższymi kapłanami i starszymi ludu. Nie wyglądało też na to, by zależało Mu na łagodzeniu atmosfery…

„Celnicy i prostytutki wyprzedzają was do królestwa Boga” – powiedział im. Nietrudno było przewidzieć, jak zareagują. Ukazanie kolaborujących z rzymskim okupantem poborców i lichwiarzy oraz godnych pogardy ladacznic jako wzoru nawrócenia dla duchownych i przywódców religijnych, odczytane zostało jako oczywista prowokacja. Podobnie, jak przypowieść, którą opowiedział chwilę wcześniej.

Tym, co najmocniej rozsierdza Jezusa (w Ewangelii widzimy Go nieraz w emocjach), jest udająca pobożność obłuda. Najmocniejsze słowa, jakie wypowiada w czasie pełnych napięcia dyskusji, skierowane są właśnie do hipokrytów z religijnej elity społeczeństwa. Tak ich zresztą nazywa: „hypokritai”, obłudnicy, ukrywający pod maską pobożności kłamstwa i fałsz swego życia. Podobnie jak syn z przypowieści, który zaproszony przez ojca („Dziecko, idź dziś pracuj w winnicy”) przytakuje („oto ja!”), udając posłuszeństwo, gardząc zarazem jego słowem. O ileż więcej szacunku okazuje ostatecznie ten drugi, zbuntowany („nie chcę!”), gdy żałując nieposłuszeństwa idzie pracować w ojcowskiej winnicy. Kapłani i starsi ludu bezbłędnie odczytali sens tego przesłania…

To przeciwstawienie fałszywego poczucia własnej bezgrzeszności postawie szczerego nawrócenia i zerwania z grzechem pojawia się w Ewangelii wiele razy. Zarówno w opowiadanych przez Jezusa przypowieściach, jak i w Jego stylu życia oraz spotkaniach, w których szczególne miejsce zajmują właśnie ludzie uwikłani w grzechy i otoczeni pogardą. Nie rozumieją tego zgorszeni Jego postępowaniem religijni przywódcy. To jednak, co w ich oczach było najcięższym zarzutem („On przyjmuje grzeszników i jada z nimi!”), okazało się drogą nawrócenia dla zagubionych, których Pan sprowadzał z peryferii życia do winnicy Ojca. By mogli odkryć, że i oni są Jego dziećmi.

ks. Grzegorz Michalczyk (za aleteia.pl)

Tego dnia wychodził na rynek aż pięć razy. Począwszy od świtu, co kilka godzin, aż do wieczora. Szukał robotników do pracy w swojej winnicy. Gdy pierwsi już pracowali, pragnąc zarobić obiecanego denara dniówki, on przyprowadzał wciąż i wciąż następnych. Aż do ostatnich, przybyłych tylko na godzinę, już pod sam koniec dnia. Miał przecież prawo robić to, na co miał ochotę. On był właścicielem winnicy i on płacił. Chciał widać zlitować się nad tymi, którym przez cały dzień nie udało się znaleźć zatrudnienia. Zatroszczył się, by nie wrócili do domu z pustymi rękami.

Zaskakująca jest postawa gospodarza z przypowieści Jezusa. Wydaje się, że bardziej, niż na doglądaniu prac w winnicy, zależy mu na zatrudnieniu bezrobotnych. Spędza dzień na nieustannym wychodzeniu na rynek i szukaniu robotników, których „nikt nie najął”. Jakby nie chciał dopuścić, by ktokolwiek czuł się niepotrzebny, bezwartościowy. W jego winnicy miało znaleźć się miejsce dla wszystkich. A miała się ona stać czymś więcej, niż tylko miejscem pracy dla najemników.

Najbardziej zaskakujący jest jednak rachunek ekonomiczny, którym kieruje się gospodarz winnicy. Prowokująca wręcz jest jego szczodrość dla przysłowiowych „robotników ostatniej godziny”. Nie stosuje się do powszechnie obowiązujących zasad sprawiedliwości. Irytuje tych, którzy odbierając umówioną wcześniej zapłatę, czują się pokrzywdzeni i wykorzystani, z zazdrością patrząc na hojnie wynagradzanych szczęściarzy. Gorycz pretensji zabija pokój i wdzięczność z dobrze przeżytego, owocnego dnia.

Opowiedziana przez Jezusa przypowieść nie jest relacją z nieopłacalnych ekonomicznie posunięć rozrzutnego gospodarza. To opowieść o Bogu, mającym – jak widać – swoją własną zbawczą ekonomię i swoje priorytety. To Bóg, który nieraz gorszy „sprawiedliwych” i zapatrzonych w moc prawa. On właśnie jest gospodarzem, właścicielem winnicy, a właściwie – bo takiego słowa używa Ewangelia – „oikodespotes”, czyli panem domu, ojcem rodziny. Jego wezwanie: „chodźcie do mojej winnicy”, to coś więcej niż oferta pracy. To zaproszenie, by nie czuć się już najemnikiem, a stać się częścią jego rodziny, jego domu. By doświadczyć wspólnoty z innymi, którzy – w różnych sytuacjach swego życia – znaleźli się wraz z nami w winnicy pana. Czy uda się nam – nie ulegając pokusie zazdrości i osądzania – ucieszyć się dobrocią gospodarza, który „ze swoim robi, co chce”, szafując hojnie swoim miłosierdziem? On zaprasza do swej winnicy także tych, których obecności nigdy byśmy się nie spodziewali…

ks. Grzegorz Michalczyk (za aleteia.pl)

Na początku biblijnej Księgi Rodzaju, wśród potomków bratobójcy Kaina, wymieniony jest człowiek o imieniu Lamek. Jego mentalność dobrze ilustruje moralny stan owładniętego złem przedpotopowego świata, zamieszkałego przez upadłych moralnie ludzi. Credo Lameka to niczym nieskrępowana zemsta. Potomek Kaina obwieszcza: „Zabiję mężczyznę, jeśli mnie zrani i dziecko, jeśli zrobi mi siniec”. I grozi: „Jeśli Kain ma być pomszczony siedmiokrotnie, to Lamek siedemdziesiąt siedem razy!”.

„Panie, ile razy mam przebaczyć bratu, jeśli wobec mnie zawini? Czy aż siedem razy?” – zapytał Piotr Jezusa. „Nie mówię ci, że siedem, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy” – usłyszał od Mistrza. To nie tylko nawiązanie do straszliwej logiki, jaką prezentował starotestamentowy Lamek. To wezwanie, by przebaczać zawsze. Słowa Jezusa nie są jedynie dobra radą. Ukazują one logikę, według której żyje Rabbi z Nazaretu. Logikę miłości miłosiernej. Miłości przebaczającej nieskończenie wiele.

Opowiedziana przez Jezusa przypowieść o królu, rozliczającym się ze swymi dłużnikami, doskonale ilustruje tę prawdę. Kwota, którą ma zwrócić władcy dłużny mu sługa, jest trudna do wyobrażenia. Dłużnik jest winien swemu panu dziesięć tysięcy talentów. Uwzględniając nawet margines błędu przy przeliczaniu tej starożytnej jednostki masy i pieniądza zarazem, otrzymamy zawrotną wielkość ok. 340 ton szlachetnego kruszcu! Złota lub srebra. 340 ton złota (dziś – wartość ponad 85 miliardów złotych) to dług nie do wyobrażenia, a cóż dopiero do spłacenia, dla przeciętnego człowieka. Jezus celowo (jak często zwykł był czynić w swych przypowieściach) wprowadza element zaskakujący słuchaczy. Pokazuje absolutną bezradność dłużnika wobec pana. A zarazem niesłychaną hojność władcy. Odpowiadając na błaganie, „pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował” – słyszymy w przypowieści. Tak przebacza Bóg. Jego miłosierdzie wobec grzesznika-dłużnika jest nieskończone. Ale przyjąć je może ostatecznie tylko ten, kto sam gotów jest je okazywać. Sługa z przypowieści, bezlitosny wobec swojego dłużnika (winnego mu zaledwie równowartość stu dniówek pracy), czyni sam siebie niezdolnym do przyjęcia ofiarowanego mu przez pana hojnego daru. Nie może bowiem przyjąć Bożego miłosierdzia ten, który – jak podkreśla Jezus – nie chce „przebaczyć szczerze swemu bratu”. Tę samą przestrogę formułuje Pan Jezus jako komentarz do przekazanej swoim uczniom modlitwy, nazywanej przez nas Modlitwą Pańską. To w niej przecież padają słowa, które w dosłownym tłumaczeniu brzmią: „i daruj nam nasze długi, jak i my darowaliśmy naszym dłużnikom”…

On „darował nam nasze długi”. Objawił to na krzyżu.  Jako konający Skazaniec, biorący na siebie grzech świata – nasze „długi” – wołał do Boga: „Ojcze, odpuść im, nie wiedzą bowiem, co czynią”. Co roku w Noc Zmartwychwstania, w czasie uroczystej liturgii, obwieszczane jest nam w radosnym orędziu paschalnym to wydarzenie: „Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe, abyśmy z całego serca i z całej duszy śpiewem wysławiali niewidzialnego Boga, Ojca Wszechmogącego, oraz Jednorodzonego Syna Jego, Jezusa Chrystusa, naszego Pana, który Ojcu Przedwiecznemu spłacił za nas dług Adama i krwią serdeczną zmazał dłużny zapis starodawnej winy”.

ks. Grzegorz Michalczyk (za aleteia.pl)

Osiemnasty rozdział Ewangelii według Mateusza, którego fragment słyszymy w niedzielnej liturgii Słowa, nazywany jest często „mową kościelną” Jezusa. Ewangelista zebrał tu wiele wypowiedzi Pana Jezusa dotyczących relacji we wspólnocie uczniów. W pewnym sensie, zapisane tu słowa są odpowiedzią na nurtujące dziś wielu pytanie: Jakiego Kościoła chciałby Zbawiciel w naszych czasach? W jaki sposób radziłby naprawiać to, co w Kościele jest dziś grzechem, złem i zgorszeniem? Tutaj znajdziemy przynajmniej część odpowiedzi na te pytania.

Zanim jednak Pan Jezus wypowie słowa o braterskim upomnieniu, które przynosi nam niedzielna Ewangelia, radykalnie przestrzega przed grzechami, będącymi problemem wspólnoty. Te fragmenty, choć pominięte w niedzielnej liturgii, są niezwykle istotne. One właśnie warunkują konieczność nakazanego przez Jezusa upominania.

Spór o pierwszeństwo.

Można powiedzieć: nic nowego. Pokusa wywyższania się, udowadniania w przeróżny sposób swojej godności i pozycji we wspólnocie, towarzyszy człowiekowi od zawsze. Nie tak jednak ma być w Kościele Jezusa. W kontekście sporów o pierwszeństwo, jakie nie raz miały miejsce wśród uczniów Jezusa, prowokujące jest ukazanie im dziecka jako wzoru pokory i prostoty, niezbędnej dla tych, którzy chcą wejść do Bożego królestwa. Stać się małym jak dziecko, to być największym w królestwie Jezusa… Dość szokująca perspektywa w kontekście wartości, które wyznaje nasz świat.

Skandal zgorszenia.

Jezus mówi o grzechach, porównując niektóre z nich do śmierci (czy nie tu należy szukać genezy pojęcia „grzech śmiertelny”?). Kamień młyński na szyi i wrzucenie w głębinę morza stają się alternatywą lepszą, niż doprowadzenie do upadku „jednego z tych małych” (znów powracająca postać dziecka?), którzy powierzeni są trosce uczniów. Chrystusowe „biada takiemu człowiekowi!” dotyczy tych, którzy stają się zgorszeniem. Ewangelia używa tu greckiego słowa „skandalon”, oznaczającego kamień, z powodu którego ktoś upada.

Pogarda

„Pamiętajcie, żeby nie gardzić żadnym z tych małych”. Kolejny raz Jezus odwołuje się do postawy najmniejszych i pogardzanych. Ich sytuacja jest wyzwaniem dla uczniów (dla Kościoła). Są niewygodni. Rodzą problemy. Zakłócają „błogostan” wspólnoty. Ale to właśnie oni – przypomina Pan Jezus – są tak ważni w oczach Boga. Obrazem Jego troski jest postawa pasterza, pozostawiającego na jakiś czas stado owiec, by wyruszyć na poszukiwanie jednej, zabłąkanej. Taką misję – „wychodzenia na peryferie” – powierza też Jezus swojemu Kościołowi w dzisiejszym świecie.

Upomnienie

W takim właśnie kontekście pada z ust Jezusa nakaz braterskiego upominania. Oznacza ono konieczność reagowania wspólnoty na zło, które się w niej pojawia. Upomnienie – najpierw osobiste, potem w towarzystwie świadków, wreszcie publiczne („powiedz o tym Kościołowi”) – jest wyrazem troski o błądzącego. Ale też stanięciem z miłością w obronie doznającego krzywdy. Grzech brata (a zwłaszcza grzech, wyrządzający krzywdę najmniejszym) jest grzechem przeciw całej wspólnocie. „Jeśli brat twój zgrzeszy przeciw tobie…” – mówi Jezus. Nie musi to oznaczać osobiście doznanej krzywdy. Jest to jednak wezwanie, aby reagować na wyrządzane komuś zło tak, jakby dotyczyło ono nas samych. Bez wygodnego uciekania od odpowiedzialności za popełniającego zło i gorszącego innych brata. Podjęte w tym duchu działania (albo ich brak) mają – zgodnie ze słowami Pana Jezusa – swoje konsekwencje nie tylko dziś, ale i wieczności. Jako Jego Kościół nie możemy zapomnieć o odpowiedzialności, jaka na nas spoczywa.

 

ks. Grzegorz Michalczyk (za aleteia.pl)

Copyright © 2012 DŚT Warszawa. All Rights Reserved