Duszpasterstwo Środowisk Twórczych
Archidiecezji Warszawskiej

Słowo o Słowie

biblia18vl8yh

Synowie Izraela – lud noszący zaszczytne miano swego protoplasty, ojca dwunastu pokoleń – stają się na pustyni pod Synajem ludem przymierza. Przymierza spisanego na kamiennych tablicach Dekalogu… Stają się synami przykazaniabar micwa, jak będzie o tym nieustannie przypominała nazwa uroczystej inicjacji, wprowadzającej każdego izraelskiego trzynastolatka do grona dorosłych; synami tych Dziesięciu, ręką Mojżesza utrwalonych w kamieniu, i tych kilkuset pozostałych, regulujących wszystkie sfery życia i funkcjonowania w społeczności.

Kilkaset lat później na innej górze zabrzmią słowa pozornie deprecjonujące to, co kiedyś powiedziano przodkom: A JA wam powiadam… I zapowiedź: Tak będziecie synami waszego Ojca w niebie

Już nie synowie przykazań. Już bez pośrednictwa kamiennych tablic. Już nie przynależność do konkretnego narodu warunkuje i gwarantuje udział w Przymierzu. Spełnia się proroctwo Jeremiasza o prawie wypisanym w sercu. Prawo miłości, nowe przykazanie, jak nowe jest Przymierze i nowe synostwo.

Zobaczcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec – powie ten, który być może, jak chce Tradycja, sam był umiłowanym uczniem Syna. Ale miłość Ojca to coś więcej niż wybranie, niż ciepły kokon bezpieczeństwa. Miłość Ojca to zadanie.

Obdarzył nas miłością, żebyśmy umieli kochać jak On.

© drib

[7. Niedziela Zwykła A]

Jeśli chcesz zachować przykazania i uczynić wiarę tym, co sprawia ci przyjemność… – bo i tak można tłumaczyć początek dzisiejszego fragmentu Syracha – postawił przed tobą ogień i wodę, po co zechcesz – po to wyciągniesz rękę…

Ogień i woda, śmierć i życie. Błogosławieństwo i przekleństwo, o których parę wieków wcześniej mówił Mojżesz. I ta prośba, brzmiąca jak drogowskaz: Wybierajcie więc życie…! I to odkrycie, o parędziesiąt wieków późniejsze: Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę

Bo chociaż chcieć to móc, to chęć to jeszcze nie wybór. To jeszcze nie działanie. Samo siedzenie na belce nie da mistrzowskiego skoku, aczkolwiek każdy mistrzowski skok zaczyna się na belce :)

Wyciągnij rękę, wybierz życie, a wszystko inne będzie ci dodane…

© drib

[6. Niedziela Zwykła A]

… twoje światło wzejdzie jak zorza (…) twe światło zabłyśnie w ciemnościach…
Gdy pierwszego dnia stworzenia Bóg oddzielił światło od ciemności, widział, że jest dobre. Nazwał je dniem i uczynił naturalnym środowiskiem życia dla człowieka. Kontrast między światłem i ciemnością był wtedy bardziej bolesny, niż dzisiaj, a noc dużo bardziej przerażająca. To noc właśnie była postrzegana jako czas działania złych duchów, czas Bożej nieobecności, braku Jego opieki. I dlatego – zupełnie naturalnie – światło dnia jest obrazem całkowicie przeciwnym. W dzień Bóg jest blisko; światło jest znakiem Jego obecności, Jego działania, wreszcie – staje się wręcz symbolem i obrazem Jego samego.

Powstań, świeć, Jeruzalem – wezwie w innym miejscu Izajasz – bo przyszło twe światło i chwała Pana rozbłyska nad tobą, jaśnieje nad tobą Pan. To On wschodzi jak zorza, rozcina – jak mówi hebrajski tekst dzisiejszej wyroczni proroka – ciemność gwałtownie jak świt nad Jerozolimą, On przemienia wieczór w południe. I przychodzi na myśl inne światło, ukazujące się w ciemności: Słowo z Prologu Janowej Ewangelii. Światło, które świeci w ciemności i którego żadna ciemność nie pochłonie, nie odbierze człowiekowi… I niedawne proroctwo Symeona, rozradowanego widokiem Zbawiciela – Światła na oświecenie pogan i na chwałę ludu Izraela…

I nagle – wy jesteście światłem świata, mówi Jezus. WY jesteście Światłem świata?!

To nie sprzeczność. To nie zaburzenie biblijnego obrazu Boga – Światłości. To wezwanie do zapatrzenia się w Niego tak, aby On sam odbijał się blaskiem w naszym życiu. Aby w życiu każdego z uczniów Jezusa On sam był obecny na ziemi, która już jest Królestwem Bożym.

© drib

[5. Niedziela Zwykła A]

Teraz, o Władco, zgodnie z tym, co powiedziałeś, uwalniasz w pokoju swojego sługę – modli się Symeon, trzymając w objęciach Zbawiciela świata. To nie jest prośba, to nie jest błaganie; to hymn pochwalny ku czci Boga, który jest wierny swojemu słowu. Teraz uwalniasz – to stwierdzenie faktu: zbawienie, wyzwolenie jest tu i teraz, w momencie Spotkania dokonuje się w każdym, kto ma oczy otwarte, by Go rozpoznać.

Nunc dimittis… Kościół codziennie powtarza wołanie Symeona w swej wieczornej modlitwie. Być może wzdragamy się, gdy w zamykającej dzień godzinie trzeba na głos powiedzieć: Pozwól odejść. Bo wcale tak nie myślimy, bo chcemy dożyć poranka, a potem następnego i kolejnych, bo mamy tyle planów i ważnych spraw, bo boimy się wchodzić w noc ze świadomością, że „wielu snem śmierci upadnie”…

Polskie tłumaczenie kładzie nacisk na odejście; niepokoi perspektywą Spotkania, które musi być poprzedzone rozstaniem, wyrzeczeniem, pozostawieniem wszystkiego za sobą. A w rzeczywistości pieśń Symeona nie jest modlitwą ludzi zmęczonych życiem; jest radosnym oczekiwaniem Życia w chwale, w której dostępujemy udziału już teraz, jako Nowy Izrael – Kościół, opromieniony obecnością Zbawiciela.

I noc jest spokojna, a śmierć szczęśliwa.

© drib

[Ofiarowanie Pańskie]

„Szczęśliwi ubodzy w duchu, albowiem ich jest królestwo niebieskie. Szczęśliwi, którzy się smucą, albowiem będą pocieszeni”… Tak brzmi dzisiejszy fragment Ewangelii w niektórych nowszych polskich przekładach Biblii. Jednak w tym akurat przypadku odejście od tradycyjnego brzmienia tego tekstu nie wydaje się absolutną koniecznością… Greka biblijna rzeczywiście rozróżnia dwa słowa: makarios (użyte w tym przypadku) i eulogetos; i rzeczywiście nasze polskie „błogosławiony” bardziej odpowiada drugiemu z nich, oznaczającemu dosłownie dobrze-mówiony. Jednak o ile w Nowym Testamencie eulogetos użyte jest wyłącznie w odniesieniu do Boga, o tyle makarios nie odnosi się – niejako dla równowagi – wyłącznie do człowieka. Bóg też bywa makarios - żydowskim Błogosławionym. I tylko – jak podają słowniki – w oderwaniu od kontekstu religijnego można to słowo tłumaczyć jako „szczęściarz, któremu się dobrze powodzi, bogacz” – czy wręcz „farciarz”.

A przecież tu, gdzie mowa jest o Bożym synostwie, o dziedziczeniu Królestwa niebieskiego i oglądaniu Boga, nie ma mowy o oderwaniu od kontekstu religijnego! Makarios to taki stan, w którym trwanie nie ma wprawdzie konkretnego początku, naznaczonego wyraźnym gestem błogosławieństwa – krzyżykiem na czole, wypowiedzianą formułą – ale jest całkowicie ukierunkowane ku Bogu, przepojone Jego obecnością, relacją z Nim i pragnieniem bycia z Nim w przyjaźni i jedności. Niekoniecznie – nomen omen – „błogostan”, ale zawsze dar od Boga.

Eulogetos to – dosłownie – ktoś, o kim się dobrze mówi. O ludziach, których obraz Jezus kreśli dziś przed nami, raczej nie mówi się dobrze… Raczej nie są sławni czy sławieni, jak sugeruje to brzmienie naszego odpowiednika. Ale są szczęśliwi, żyjąc blisko Boga. I choć nagroda – czy też zadośćuczynienie, które zapowiada Jezus – czeka ich dopiero w niebie, to źródłem ich prawdziwego szczęścia jest to, że dobrze mówi o nich sam Bóg.

© drib

[4. Niedziela Zwykła A]

 

Copyright © 2012 DŚT Warszawa. All Rights Reserved