Duszpasterstwo Środowisk Twórczych
Archidiecezji Warszawskiej

Strefa Czytelnika

Agnieszka Syska
głos kamienia

I

było stało się słowo
ostrzejsze niż miecz obosieczny

zadęło na ziemi na niebie w jedną małą trąbę

głos

przebiegło jedną małą gwiazdę jedną małą drogę

zaczęło królowanie

pośród słońc króla najmniejszego pośród księżyców

było stało się największe

pośród najmniejszego

największe

całe
niech mu słońce

zatańczy w słonecznym układzie korowodzie układzie

małe
niech mu księżyc

zatańczy

było

drewno

jest

drzewo

słowo gwieździe

niech im się stanie

stały się ziemia która nie była bezładna

układne kłosy pod małym ciałem

niebo które nie było bezładne

słowo gwieździe
król to twój dom betlejemitko niebo i ziemio
król gwieździe

Agnieszka Syska
głos kamienia

II

kamień zawołał pustynie piaszczyste morskie i kamieniste
wzbudził w sobie głos zamknięty przez wieki

głos który poprzez długie nawoływanie miał siłę kropli miał siłę ziarna

miał potęgę wszystkich pustyń i mórz
zebranych u jednego źródła
u jednego nawoływania

był to głos lat dziecięcych

głos wezbrany z jednej kropli usypany
z jednego ziarna
był to głos kamienia który karmił się głosem większym od niego

głos wzbudzony zanim stali się mężczyzną i kobietą

wzbudził w sobie dzieciństwo liczne jak
piaski jak pustynie jak krople jak morza

wzbudził w sobie siłę i potęgę mężczyzny i kobiety
wzbudził w sobie pragnienie potomstwa
wzbudził w sobie pragnienie wieczności

zawołał pustynie piaszczyste morskie i kamieniste

zawołał świadków rzeczy przeszłych teraźniejszych i przyszłych
zawołał proroków wędrownych nauczycieli wiernych

zawołał sarę i abrahama
kazał im usiąść u źródła
pustyń piaszczystych morskich i kamienistych

u jednego nawoływania

ziem żyznych pastwisk zielonych i pól uprawnych

u jednej studni z której piją wieki
mórz czerwonych mórz martwych mórz galilejskich

kazał im otworzyć serca dusze głos
z piersi wydobyć zamknięte dziecię
mężczyznę i kobietę siłę i potęgę spadania i drążenia głosu większego

Agnieszka Syska
głos kamienia

III

wiersze bez rymów szczęśliwych

brakuje im stu lat

nikogo im nie brakuje

rymów

rymują się ze sobą

mali najmniejsi goli jak dzieci biali i czarni jak kobieta i mężczyzna

przetańczyli stulecie

na młodość stali się wierszami
prości jak wiersze rymowane szczęśliwe

stali się sarą i abrahamem

mają potomstwo liczne jak piasek morski

stali się czarni i biali

jak wiersze

Agnieszka Syska „Śpiewała młoda prawda” Podkarpacki Instytut Książki
i Marketingu w Rzeszowie 2009

Agnieszka Syska

Słońce na ołtarz

 

żeby przeżyć słońce musi świecić

musi świecić swoją krwią ofiarą jednoistą dwoistą troistą

barankiem ołtarzem dawcą krwi wełny i mięsa jednorocznego

 

nad ołtarzem zapach życia zapach krwi zapach kadzidła

 

ołtarze krwi wznoszą się pietrzą się wschodzą jak zachody słońca spływają w rynny kanały zachody

wiele takich słońc krąży na ołtarzach czasu

wiele takich baranków pierworodków niemowlaków dzieciaków jeden baranek

 

nad ołtarzem zapach mirry

 

na odrzwiach domów małych niewiast i mężów jerozolimskich płacz

tysiąc litrów krwi wznosi się piętrzy się wschodzi w drugi trzeci i czwarty tysiąc

wiele takich baranków pierworodków niemowlaków dzieciaków chłopców zachodzi jeden wschodzi

 

przy ołtarzu zapach złota kadzidła i mirry

 

trzej mędrcy i jeden taki który pobiera u nich nauki przekraczają rzekę czasu i przychodzą

na tablicach łodziach tratwach pontonach niosą wyryte dziesięcioro przykazań i jedenaste

przestrzegaj dziesięciorga przykazań abyś mógł nie zachowywać jedenastego

 

nad i przy ołtarzu zapach złota kadzidła i mirry

 

nurza się w swojej głupocie złocie kadzidle i mirrze

chce mienić się wiekuistym nie chce świecić nie chce przeżyć

pławi się w promieniach aortach żyłach tętnicach drenach

 

nad i przy ołtarzu zapach krwi zapach życia zapach śmierci zapach słońca

 

nie czuje że księżyc właśnie wschodzi nad dziesięciorgiem przykazań cnót prawd

mrok zapada nad jedenastym

kapłan szafarz apostoł uczeń wędrowiec obrzezaniec głupiec dokonuje swojego

 

nad i przy ołtarzu zapach krwi zapach życia zapach śmierci zapach słońca

 

zbliża się czas ogarniony skończony ostateczny

mędrcy ze wschodu odwalają kamień głupoty cierpienia i rozpaczy

słońce staje się ołtarzem

 

nad i przy ołtarzu zapach krwi zapach życia zapach śmierci zapach słońca

 

Słońce w zapachu ran fiołków i róż

wschodzi nad Jeruzalem

przeżywa własny czas swoją światłość

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Agnieszka Syska

czarne krwotoki

 

wszystkie żarłoczne krwawe słońca krążyły wokół swoich przegubów

tętnicami strumieniami płonęły płynęły żar deszcz krew kamień piasek i góra moria

słońca były w zenicie księżyce były w pełni żary i deszcze płonęły płynęły płomieniami i strugami

 

był pierwszy dzień był pierwszy dzień stworzenia był pierwszy dzień tygodnia był siódmy dzień tygodnia

jeden dzień był jak tysiąc lat

 

w powietrzu unosiła się woń aloesu mięty nardu i mirry

szukały miejsca ustronnego nagiego szczytu ołtarza izzaaka i jakuba

krążyły wokół woni odoru sierści włosów krwi śpiewały pieśń brzasku i zmierzchu

 

był pierwszy dzień był pierwszy dzień stworzenia był pierwszy dzień tygodnia był siódmy dzień tygodnia

tysiąc lat było jak jeden dzień

 

w locie złapały nóż żarłocznego krwawego powiernika ich drogi

zatoczyły żarłoczny krwawy powietrzny krąg uczyniły znak

wybrały jedną małą gwiazdę jeden świetlny dzień

 

był ósmy dzień stworzenia był ósmy dzień tygodnia

w ten dzień stanęły obok góra moria kasjun nebo i synaj

w ten dzień zasklepiły się ich sine i czarne krwotoki

 

 

Agnieszka Syska

***

wody wielkie nie zdołają ugasić nieba

rozpłynie się rozżarzy się rozpłonie się w ogniu nieugaszonym

 

płynie żarzy płonie w wodzie nieugaszonej

 

nosiły je w swoim łonie przed ukształtowaniem świata

jak rosę je zrodziły

 

płynie żarzy płonie ogień woda niebo nieugaszone

 

wezwały je po imieniu wyprowadziły z niewoli

przybrały za synów i córki

 

płynie żarzy płonie ogień woda niebo nieugaszone

 

prawdziwa glina z jego gliny kość z jego kości żebro z jego żebra proch z jego prochu

człowiek z jego człowieka

 

płynie żarzy płonie ogień woda niebo nieugaszone

 

słowo człowieka i słowo boga czas po którym się chodzi

początek i koniec antysłowa początek bez czasu serafinów cherubinów archaniołów i aniołów

 

nie jest jak sekunda minuta godzina rok wiek który przeminie proroctwa które się skończą

języki które przylgną do podniebienia

 

nie jest jak miedź brzęcząca która wyblaknie cymbał brzmiący który ogłuchnie ogień który zatonie woda która spłonie nie jest jak idea której nie ma niebo którego nie ma czyściec którego nie ma piekło którego nie ma

 

nie jest jak człowiek najmniejszy serafin cherubin archanioł anioł

i mały bóg

 

nie jest jak życie z jego życia śmierć z jego śmierci zmartwychwstanie z jego zmartwychwstania

nie jest będzie

 

powiedział przecież idę przygotować wam wiersz

wiarę z mojej wiary nadzieję z mojej nadziei miłość z mojego nieugaszenia niezatopienia

 

będzie jak idea

 

Agnieszka Syska

skąpane w bramie

 

wszystkie słońca paliły swoje księżyce

kule ognia wiekuiste

księżyce naniebne pod sobą na morzach martwych

wszystkie księżyce paliły swoje słońca

kule wody wiekuiste

słońca naniebne pod sobą na morzach martwych

 

wszystkie słońca na krańcach początków głosów ech

słońca skąpane w kolistości kuli

toczą się po trzech trójnogach nieba ogniach wodach końcach

toczą się po trzech trójnogach ziemi ogniach wodach początkach

 

na początku było słońce jak koniec

większe od jednoistości dwoistości troistości rzeczy przeszłych

niosło w sobie śpiew piasku pustynnego na kamieniu świata

odsłaniało przed księżycem świetliste przeszłe

 

otworzyło w sobie kamień wysypało piasek na morza martwe

wysypało z siebie wszystkie pustynie śpiewu

 

na końcu był księżyc jak początek

mniejszy od wiekuistości rzeczy przyszłych

niósł w sobie pieśń trąby

odsłaniał przed słońcem świetliste przyszłe

 

otworzył w sobie morze czerwone

przeszedł suchą stopą

 

zamknęli w sobie wczoraj dzisiaj jutro

zamknęli w sobie czas

zamknęli w sobie pieśń

 

na trąbach jerychońskich się unoszą

kamienie rozpadłe kamienie skruszone

na rosach z hermonu na olejach z syjonu

skąpane w kolistości trójnoga

trzech nogach pokoju

jednym sercu świata

toczą się z pierwszej na drugą z drugiej na trzecią kulę

skąpane w złotej bramie

oleje na brodzie aarona

słońca księżyce nieba ziemie

początki końce wieków

 

płoną na sucho na mokro

pełnie ognia wody światła

pławice upału mrozu

palą się nie spalają się

przeszłe przyszłe teraźniejsze

upojne dnie noce

 

 

Agnieszka Syska

***

 

wszystkie wiersze wracają do swoich początków prapoczątków trwania

początków stworzenia przed stwórcą początków stworzenia przed archaniołem początków stworzenia przed aniołem początków stworzenia przed stwórcą archaniołem aniołem człowiekiem

 

najmniejszym zgoła najlichszym zgoła

pośród zwierząt pośród ssaków pośród gadów pośród płazów pośród ptaków pośród owadów pośród judy

najmniejszym zgoła najlichszym zgoła pośród proroków słowa

 

słowo było początkiem prapoczątkiem prastworzeniem pratrwaniem

unaszało się ponad wodami nie nazwanymi wodami unaszało się ponad lądami nie nazwanymi lądami

słowo nie nazwane słowem słowo nie nazwane słowem pośród nie nazwanych

 

potrzebowało wód by się unaszać potrzebowało lądów by osiadać potrzebowało wód potrzebowało lądów by trwać

było jako stwórca nie nazwany stwórcą było jako archanioł nie nazwany archaniołem było jako anioł nie nazwany aniołem było jako człowiek nie nazwany człowiekiem było jako zwierzę nie nazwane zwierzęciem

 

jak je opisać prażeglarza pośród wód rozbitka pośród lądów pośród dni stworzenia

spragnionego pośród początkowych wód nienasyconego pośród końcowych lądów

pradryfiarza który nie może pokrzepić się ósmym dniem

 

zagubione pośród pierwszego dnia nie odnalezione pośród siódmego dnia

męczy się odpoczywa odpoczywa męczy się samo twanie nadaje mu imię

słońce słońc słońce nad słońcami co rządzi dniem księżyc księżyców księżyc nad księżycami co rządzi nocą

 

wraca do siebie arka ponad wodami przymierze ponad lądami

wiersz którym był stwórca stworzony ze słów w którym ciało ma odpocznienie

 

Agnieszka Syska

***

 

wszystkie słońca świeciły

nie były sobie równe świeciły wyrównanie

wszystkie stawiały kropki pod znakami zapytania

jak stawia się kropki nad i krótkimi

każde chciało być

wszystkie stawiały kropki pod znakami wykrzyknienia

jak stawia się kropki nad i krótkimi nie długimi

każde chciało być i było

każde miało światło równe sobie

 

męskie i żeńskie cielesne i duchowe lądowe i morskie stawiały znaki równości

pomiędzy świeć a być pomiędzy świeć się imię twoje a bądź królestwo twoje pomiędzy święć i przyjdź

 

przeczuwały że światłość jest ich istnieniem

nie mogły runąć z milionami lat świetlnych z świetlanymi górami

pieśni w pustkę

nie mogły runąć z modlitwami z świetlanymi dolinami

pieśni w ciemność

nie znały tak długiego lotu

nigdy nie leciały z nieb pod ziemie

znały drogę od jednego promienia do słońca

 

wszystkie dni i każda noc pieśni z nimi święć i przyjdź

wszystkie padają przed jego zapytaniem i wykrzyknieniem

wszystkie padają przed jego kropką nad i

nie umniejsza się ich światło promień promieni i światłość światłości

 

nawet cień jego kropki jest w pełni

 

pieśni pełnia nad pełniami słońce nad słońcami

Agnieszka Syska

zapach Słońca

 

żeby przeżyć słońce musi świecić

musi świecić swoją krwią ofiarą jednoistą dwoistą troistą

barankiem ołtarzem dawcą krwi wełny i mięsa jednorocznego ołtarzem i biorcą krwiopijcą

 

nad ołtarzem zapach życia zapach krwi zapach kadzidła

 

ołtarze krwi wznoszą się pietrzą się wschodzą jak zachody słońca spływają w rynny kanały zachody

wiele takich słońc krąży na ołtarzach czasu

wiele takich baranków pierworodków niemowlaków dzieciaków jeden baranek

 

nad ołtarzem zapach mirry

 

na odrzwiach domów małych niewiast i mężów jerozolimskich płacz

tysiąc litrów krwi wznosi się piętrzy się wschodzi w drugi trzeci i czwarty tysiąc

wiele takich baranków pierworodków niemowlaków dzieciaków chłopców zachodzi jeden wschodzi

 

przy ołtarzu zapach złota kadzidła i mirry

 

trzej mędrcy i jeden taki który pobiera u nich nauki przekraczają rzekę czasu i przychodzą

na tablicach łodziach tratwach pontonach niosą wyryte dziesięcioro przykazań i jedenaste

przestrzegaj dziesięciorga przykazań abyś mógł nie zachowywać jedenastego

 

nad i przy ołtarzu zapach złota kadzidła i mirry

 

nurza się w swojej głupocie złocie kadzidle i mirrze

chce mienić się wiekuistym nie chce świecić nie chce przeżyć

pławi się w promieniach aortach żyłach tętnicach drenach

 

nad i przy ołtarzu zapach krwi zapach życia zapach śmierci zapach słońca

 

nie czuje że księżyc właśnie wschodzi nad dziesięciorgiem przykazań cnót prawd

mrok zapada nad jedenastym

wędrownik uczeń obrzezaniec mędrzec idzie dokonać swojego

 

zbliża się czas nieogarniony

Hakeldamah Pole Garncarza Pole Krwi wschodzi nad Jerozolimą

mędrcy ze wschodu odwalają kamień

 

ołtarz w zapachu fiołków i róż

 

Słońce staje się ołtarzem

 

Agnieszka Syska (do wydania drugiego/poszerzonego książki pt. „stworzony z prawiersza”)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Agnieszka Syska     

drzewu różę kradnę

 

XI [przed rowem deszcz]

 

przed rowem deszcz

róż

 

siąpi rósł siąpi w ulewę

pąsową różę burzę różę

 

gradową

 

chmurę

 

burze

śpiewają

 

po rowach deszcze się kochają

 

burze

 

śpiewają

 

deszcz

 

róż

 

rósł w ulewę śpiew

 

po rowach śpiewają

 

śpiew

 

deszcz

wpadł pod dach zadaszone niebo

 

zaciągnęło się niebo

 

zadaszyło

 

niebo

 

nie

 

bo

 

deszcz

 

wpadł pod dach

 

ustanie deszcz ustanie śpiew

 

ich zadaszone niebo

 

śpiew

 

nie

 

bo

 

róża róży nie odurzy

 

zadurzą się deszcze w rowach niebach rowach

 

róży nie odurzy

 

idą

 

w domy rosną

 

idą

 

macewa się w deszczu

otwiera

 

jak litera

 

deszcz

spada z drzewa

 

do rowu

 

spada z drzewa

 

do wody po wodach się całują

 

jak ich lustra

 

się całują

 

macewa

 

litera

 

róża w róży się durzy

 

macewa

 

litera

 

deszcz

w domu sechł

 

wypadał śpiew z okna

jakby wyskakiwał

 

w domowym lustrze

 

deszcz

 

sechł

 

ciekł ustami

 

ciekły był dopóki usta nie uciekły z domu

 

ustami

 

deszczu

 

pod rynną ty

 

ciekniesz

 

deszczu

 

w rowie

ty

 

pachniesz różami

 

ty

 

ogród różany

litery jak róże

 

rósł w oczach jak kolczasty mur

 

różany

 

Agnieszka Syska

osobni

 

kopalny bóg świecił

ujrzał

miłości twarz czarną

 

poruszam się w sobie większym dwa oblicza czerni

 

świecił

 

poruszam się między

twarzami

 

w kopalni kują wiersze lampy pod korcem

 

twarzami

 

czerń

królestwo kopalni pośród nas

 

na czarno zachodzi

niebo

 

białe usta na twarzy

 

czarno

niebo

 

pośród nas

 

wyjdź świecie kopalny na przezroczyste

 

szato baranka

 

kleją się nasze

skóry

 

śliskie bez

powietrza bieli

wiatru

 

czarne szaty oblubieńcze

 

kleją się

 

wydobywają z czerni

twarz czarną

 

słońce w samo południe nocy

 

czarną

 

pod ziemią spocony

płomień

 

się tli

bez powietrza siedmioramienna

miłość

 

krew na czarne słońce

 

miłość

 

czarne

we wschodzie oblicze pierwsze

wzeszła

 

mniejsza

uczta królewska niebieska

 

większa

 

drugie

 

nie ma cię pośród weselników

miłości

 

zamykam przed nami pokój od wewnątrz

 

tańczę w płomieniach menory

 

bucha twoja skóra jak strój weselny

 

w płomieniach menory

 

 

Agnieszka Syska

stara

 

Ten człowiek

z zamkniętymi oczami

 

oczy szeroko zamknięte

na jego

starą

 

jerozolimę

 

skórę

 

pomarszczoną zmarszczkę

 

oczy szeroko zamknięte

zwężają się w źrenicę

w nic

 

mówię

jestem skórą przeźroczystą przezroczysta zwęża się w węża oczy szeroko otwarte

mówię

 

Ten człowiek

z zamkniętymi oczami

 

jak woda źródlana

zimno pulsujące

pod skórą

 

jego ogień podlewano wodą

 

jak ogień

zwęża się wąż w nic zwęża się w pełzanie w pustynię z której sypie się zimna woda

 

ogień

 

podlewano ogień

 

źródlana

gorąco pulsujące

pod skórą

pełzam gdzie wiatr pustyni

poniesie mnie

wiatr

 

z oczami szeroko otwartymi

 

źrenica jak zimna woda między ogniem pustyni oaza pulsowania

 

z oczami

 

pełzam

w nic

 

stara jerozolimo źrenico oka z zimną wodą

 

nic

 

ten człowiek

wysycha jak ogień

 

tamten

 

Agnieszka Syska

cienia obnoszenie

 

się siedzi

druga strona rwie się do równego twarz trzecia

 

się siedzi

 

lustro

 

twarz trzecia

 

lustro

 

nikogo tu nie ma

w lustrze trzeba stanąć przed sobą

 

wryty

 

nikogo nie ma

 

idę wynieść jego

cień

jak się wynosi

pustkę

 

cień

 

zwalę go w bethesdę

niech czeka na poruszenie wody w lustrze

 

w bethesdę

 

anioł jak cień

nikogo tu nie ma

 

w lustrze nie ma wody nie poruszy się

 

cień

 

obnoszę się z nim

jak z cieniem

obnoszę

 

poruszam się

w sobie

jak ze smugami w lustrze twarzy trzeciej

 

poruszam się

 

nikt nas nie wprowadził

do wody równej tafli

 

nie wprowadził

 

rysy się

wydłużają jak cienie na piasku

 

rysy

 

lustro

przesypuje się w wodę

 

lustro

 

jest południe

w jerozolimie ciasnej

bramie

 

idę z wielbłądem w ucho

igielne

cedron pali się w słońcu jak dwunasta brama

 

ucho

 

igielne

 

otwieram oczy

przed słońcem

 

lustro za poruszeniem jak anioł w wodzie równy cień doskonały

 

przed słońcem

 

Agnieszka Syska

drzewu różę kradnę

 

VIII [studnia ognia]

 

studnia ognia

pełna

 

oddychają ogniem buchają w górę ogniem

 

pełna

 

płomienie

kradną

 

upadłe

kręgi studnię kręgi ukradłe

 

upadłe

 

studnia

bez kręgów

 

kręgi ognia jak na wodzie przez nią się skacze

 

bez kręgów

 

studnia

rośnie

 

ogień

rośnie bez krzyży

 

w kościarnię

 

studnia

rośnie bez krzyży

 

idą przez ogień kość kości ogień

 

krąg

cała studnia na szyi

kręgi po wodzie po nich

 

krąg

 

przez ogień

 

schodzą do piwnicy

w piwnicy zdejmowanie ciał z krzyża

ognia

 

matka klęczy jęczy klęczy syn przez ręce

 

schodzi do piwnicy

 

nikodem sprawiedliwy wchodzi i wychodzi

jak drzwi się otwiera

 

wychodzi

 

ognia

 

dajcie jak wody

pić ze stągwi studni stągwi

 

wody

 

ognia

 

rośli w studnię

ognia

 

wiadrami stągwiami wiadrami zagarniali

ogień

 

rękami palcami rękami

 

trzej młodzieńcy w piecu kaflowym

rośli w studnię

 

ognia

 

drzewo rosło

pośrodku pieca

w słońcu

 

rośli

 

w słońcu

 

piwnica jak studnia w studni różane pole

 

w słońcu

 

góra

krzyży

kości

 

idę żąć

 

góra

kości

 

zapada się

 

drzewo krzyża pod podłogę

 

zapada się

 

pod podłogą oddech

jak róża

czaszka róża

 

róża

 

matka jak studnia

z piwnicy po drabinie do nieba

 

studnia

 

syn

ogień wzięty do nieba trzej młodzieńcy ogień wzięty do nieba

 

syn

 

studnia

z nieba

 

różane pole

do nieba

 

z nieba

 

nasza matka

studnia woda

 

schodzi z góry krzyży kości krzyży z trzema różami rękami różami

 

matka

 

do siebie ją zagarnia

jak wodę

 

zagarnia różę trójręczną ogień jak wodę pije

 

wodę

 

Agnieszka Syska     

drzewu różę kradnę

 

XXXIX [wiem]

 

wiem

 

pies biegł

nosem

 

gdzie były jego

nogi

 

biegły gdzie poniosły

oczy

 

nic nie było jak trzeba

jawne

 

utrudzenie obciążenie

nóg

 

oczu

 

nie wiem czy ją

widział

czy oko róży oślepiło go w widzeniu sennym czy jawnym

 

widział

 

nie oślepł

 

widziałam jak zbiega po drabinie jakubowej

ze strychu

 

na równe nogi

jakby zerwany z jawy

 

jakby się urwał zerwał urwał

 

widziałam jak zbiega po drabinie jakubowej

połyka szczebel po szczeblu

 

już jest nad głową

 

strych wali się na głowę

 

mnie czy to już zapach róż

 

na głowę

 

jakby się urwał zerwał urwał

 

nie jesteś utkany z jawy albo ślepy

ale utykasz

 

na jawie

 

zwaliłeś mi się na głowę ze strychem po tym śnie

 

ślepy

 

drabina jakubowa

 

jest jak sen rośnie pod oknem jak róża

 

jakubowa

 

nic nie mówiłeś

o drzewie różanym

 

w sercu przyznaj się śnie czujny oka słońca słońce nie oślepi

 

nie mówiłeś

 

razi mnie ogień

w serce

 

oko serce oko zwęża się w drabinę

 

ogień

 

zwaliłeś mi się na różę

 

wielokwiatową

 

różę

JEREMIADY (poematy)

Agnieszka Syska z książki „oczy z papieru”, Kraków 2017

 

JEREMIADY (poematy)

Agnieszka Syska z książki „drzewu różę kradnę”, Kraków 2015

 

 

 

Agnieszka Syska     

drzewu różę kradnę

XXX

podpalam drzewo

gałęzie na których siedzę drzewo którym jestem

drzewo

płomienie chwytają się rękami

dachu

rzucają się jak oparzone po niskim żarze

rękami

dachu

jeśli jestem drzewem

dachem domu

 

drzewem

 

nie podsycaj

ognia

 

jeśli budowałeś ten dom

 

ognia

 

jeśli dachem

domu

 

skłonieniem ptaków płomieni ptaków płomieni płomiennej mowy

 

domu

 

przed szabatem nawet twoje ręce go

nie ugaszą

 

tylko przede mną gaśnie płomień mowy ptaków kryją się po płomieniach

 

ręce go

 

nie ugaszą

 

twoje to ręce

czy moje

 

trzy razy obmywane próbowane obmywane w ogniu

 

ręce

 

uczysz mnie twojego zachodu

słońca

 

już idzie żarłoczny dym po nim

 

słońca

 

ptaki mi śpiewają w językach

słyszysz

 

już idzie dom w świece na stół

 

słyszysz

 

drzewo

 

jedynie mój głos

rozpoznaje

 

jak ptaki

 

siedzą na drzewie którym jestem

 

głos

 

drzewo

 

tylko ciebie

słyszę

 

pośród syku naszych płomieni pada drzewo różane  gałązkę róży ci niosę

 

ciebie

 

słyszę

 

Agnieszka Syska     

drzewu różę kradnę

 

XXXII

 

 

krzew miał być drzewem

różanym

 

był gorejącym krzewem

 

przed krzewem gorejącym pogorzały

róże

 

przed ziemią obiecaną ziemią oczu nie wzniosły

 

pogorzały

 

przy przekraczaniu

ognia

 

krzew był suchy

języki ognia płomienne

 

co za zapach wokół

ziemi

 

i morze ma drugą stronę na drugą stronę morza wiatr go niesie

 

zapach

 

tu jest

sykomora

 

nie przypomina drzewa różanego trwa

 

sykomora

 

nawet wiatr

 

w nią wpatrzony co może trwać niechaj trwa

 

wiatr

 

jest jak przejście suchą

stopą

 

suche morze przeszło na drugą stronę jak krzew gorejący

 

suchą

 

stopą

 

skąd więc ten zapach

wokół ziemi jak obietnicy

 

ogień

woda

 

i wiatr

 

przygnały tu krzew żeby wrósł w drzewo

 

ogień

woda

 

i wiatr

 

zapach

 

rosnę jak sykomora

 

ale moje oczy patrzą

jak patrzyły

 

wpatrzone w mleko róży jak w obietnicę która trwa po tamtej stronie

 

patrzą

 

czy sykomora

 

pomieści krzew który się w niej rozrasta w drzewo różane

 

sykomora

Agnieszka Syska     

drzewu różę kradnę

 

XXXI

 

poematy bez drzewa

różanego

 

kobiety

 

poszły

 

dzisiaj dzień targowy

 

poszły po drzewka krzewiki drzewka

różane

 

żeby je zapisać w księdze poematów

 

poemat bez róży

jest nikim

 

mówią

 

bez róży

 

wrócimy z pełnymi

rękami

 

gorejącymi

 

z rąk otwartych wyrosną nam dzieci

posadzimy je na pustyni

 

róże lubią skaliste kamieniste skaliste

 

każda pustynia jest taka

sama

 

bez róży

 

pije poza źródłem

 

bez róży

 

sama

 

wrócimy z pełnymi

rękami

 

gorejącymi

 

poemat zagorzał

przed nocą

 

kobieta z niego wyrosła

 

zagorzała

 

róże rodzą poematy pisze się je oczami dziecka czyta się je oczami

 

daję go zapisać

dziecko

 

moje poemat dziecko księdze życia

 

zapisać

 

wróciłyśmy

 

z drzewem

różanym

 

księga poematów

 

rosła nam na rękach dzieci są jak powroty

 

z drzewem

 

różanym

 

wróciłyśmy

Agnieszka Syska     

drzewu różę kradnę

 

XIX

 

płyną gęsie

szyje

 

gąsiory

winne

 

córki jabłonki córki

 

w zaciszu twojego

ogrodu

 

drzewu

dawidowemu jabłko kradnij

 

gęsie szyje opływają międzyrzec podlaski

 

jabłko kradnij

 

przyjadą wozy tory wozy konie żelazne

 

jabłonki

 

treblionkom zawiozą

 

jabłonki

 

zawiozą

 

piecom szamotowym serca

wygasły

 

różami palą

serca

 

konie

na dziewicze pola

 

pędzą

 

jak czułe twoje serce

ruth

 

z gałązką jabłoni pośród

pól

 

dziewiczych międzyrzeckich

 

pośród

 

pól

 

obca jesteś pośród

międzyrzeczan

 

drzewu dawidowemu jak jabłko skradziona

 

córka

z kłosem włosem kłosem gałązką jabłoni

 

skradziona

 

konie żelazne

z lasów

 

widzę wozy tory wozy wiozą

 

z lasów

 

pole szczere jest

 

dziewicze

 

pole

 

w ogrodzie

wędzarnia jabłkami palą

 

w ogrodzie

 

z moabu

przyszłaś

 

jak wiatr do kłosa

 

przyszłaś

 

gęsia

szyjo

 

przypłynęłaś do międzyrzeca podlaskiego

 

gałązko

 

giętka

łamliwa

 

giętki gąsiorze

 

miłości

 

30.XI 2014, Międzyrzec Podlaski.

 

 

Agnieszka Syska     

drzewu różę kradnę

 

XVI

 

wynoszą jego ciało

kock jak gwiazda

 

święty

wnoszę je z powrotem

 

idziemy po menachema mendla

 

z powrotem

 

gwiazda

 

nad rabinówką

józef jak chleb z judei idzie

 

piec lśni w gwieździe

słońca

 

judei kocka judei

 

słońca

 

słońca nam jak powietrza

ciało

 

jak oddech w słońcu

 

pranie na powietrzu

 

jak powietrza

 

ciało

stare skrzypi

pod podłogą

 

wynoszą je na powietrze

 

jest już słońcem

 

skrzypi

 

jak nie wpuścić słońca

 

do serca

 

trzeba go naszym ciałom

 

słońca

 

kock judea kock

 

idą biegną idą jak dzieci

naprzeciw

 

przez midrasze

 

wietrzą się w słońcu

jak w objawieniu

 

stoję z twoim ciałem

 

w drzwiach wynoszą je a ja je wnoszę

 

z twoim ciałem

 

mendel

nade mną

 

objawienie słońce

 

nade mną

 

czytam twoje drzewo

rygluję piec

 

w piecu róża

 

drzewo

 

płatki pył płatki w słońcu złoty święty złoty pył

 

matki z dzieckiem

 

pył judei

pod stopami

 

jabłoń w sercu

 

judei

 

19.11.2014, Warszawa

 

Agnieszka Syska     

drzewu różę kradnę

 

XVIII

 

dom swój kradnę

 

kto dom swój kradnie złodzieje róż

 

kradnę

 

biegnę ze swoim domem

w sercu go skrywam

 

przed złodziejami złodziejkami złodziejami róż

 

ze swoim domem

 

piersi nie otwieram

złodziejom róż

 

nie mają piersi serca piersi

 

nie otwieram

 

biegnę ze swoim domem

a jakby dom biegł

 

do domu

 

próg stoi

pusty

 

jak dom

lustro

 

w lustrze nikt nie stoi biegnie

próg stoi

 

dom

wpadł na dom

 

w progu w lustrze w progu jak wryty stanął siebie zobaczył

 

stoi

 

biegnę ze swoim domem

 

złodziejka róż

 

domem

 

zza czarnych luster wychodzi

kobieta dom

 

płynne są lustrzane wody

mówi

 

czernie głębokie

 

mówi

 

dom

 

ze skały

na piasek

 

z tego kamienia wzbudzę ci

świątynię

 

czernie głębokie lustrzane wody

 

świątynię

 

ze skały

 

na piasek

 

jak syn

w trzecim dniu wyjdzie z wody płody wody

 

syn

 

obudujesz go jak miasto

święte

 

mną otoczysz ogrodzisz otoczysz

 

międzyrzec nowy jeruzalem nowe międzyrzec nowy różę w sercu

 

miasto

 

święte

 

otoczysz jego kolce

mury

 

okopiesz

słomą obłożysz

 

okopiesz

 

kolce

na mury

 

zamienisz

 

lustro w którym biegł dom ukradniesz jak kobietę w sercu skryjesz

 

kolce

 

większa jest twoja róża

niż śmierć

 

róża

 

 

Agnieszka Syska     

drzewu różę kradnę

XV

 

ciało przed dom

wyniosę

 

mokre od łez

 

wywieszę gęsi pranie gęsi

 

wyniosę

 

ciało

jak gęś płynie

 

mokre jezioro

 

przed budynkami gospodarczymi

 

jezioro

 

jabłek

późna jesień

 

ciało płynie ciało

 

jesień

 

gęsi jak jabłonie oliwki jabłonie

kosztele

 

gęsi

 

jej ciało w zaciszu twojego domu

 

kosztele

 

na twoich

ustach

mokre pranie

na wargach

 

jezioro jesieni

 

pranie

 

schną deszcze

na wietrze

 

deszcze

 

wynosimy ciała

 

jesień schnie na deszczu gęsi płyną po nią

 

ciała

 

dom w zawieszeniu

jego zacisze

 

w piecu palę jabłkami

 

w zawieszeniu

 

ciało jak gęś

odpływa jak niebo

 

w źrenicy oka zastygłego

 

gęś

 

siwa sina siwa

stoi a płynie

 

nasze ciała nadziewane jabłkami wynosimy swoje ciała stąd

 

siwa

 

jesień

deszczowa

 

jesień

 

swąd

 

14.XI 2014, Warszawa

 

Agnieszka Syska     

drzewu różę kradnę

 

XIV

 

stoisz na piętach

palach

 

baal szem tow unosi się jak nad wodami

potopu

 

krzny

na krznie

 

na palcach

dom

 

na palcach

 

mgły zawiane mgły

unoszą się

 

nad łąkami wylewa rzeka potop

 

między rzekami

 

potop

 

kruki nad wodami

szukają linii

lasu

 

las pogorzał

 

las rąk unosi się nad wodami

 

pogorzał

 

maggidzie

zejdź niżej

 

pożądamy twoich stóp

ziemi

 

toniemy płoniemy toniemy

 

ziemi

 

pod lasem

międzyrzec

 

kruków jak dusz

 

kruki przyleciały dusze odleciały kruki przyleciały

 

międzyrzec

 

ustami

 

dotykamy linii wody

 

każ do gęsi

jak do cytr i harf

 

budźcie ich jak jutrzenkę

 

do gęsi

 

ustami

 

przebłagasz potop

w międzyrzecu podlaskim

 

jak ogień

 

potop

 

a dom stoi

jak stała matka baal szem towa

 

senny żywy senny próg

 

stoi

 

drzwi

 

machają skrzydłami

 

jakby tow wlatywał i wylatywał

 

skrzydłami

 

13.XI 2014, Warszawa

 

Agnieszka Syska   

drzewu różę kradnę

 

XIII

 

biały węgiel

wypada z pieca

 

szamotowego

przechodzisz w przezroczystość lepię cię od nowa

 

węgiel

 

popiół

 

przezroczystości

 

popiół

 

glina w ręku

garncarki

 

w ręku

 

wiadro

cynowe

 

cynowa

urna

 

popiołu białego węgla popiołu

 

glina w ręku

 

garncarki

 

wydobywam kształt czarny

przezroczystości w nocy

 

węgiel

kruszec

 

jak siwe włosy przezroczystości w nocy

 

kruszec

 

łamią się włosy

dzielone na czworo

 

do domu wnoszę psa lustro psa

 

w lustrze się jota odbija

dodana

 

do domu psa

 

co to za dom

pod

 

psem pies ujada

 

na garncarkę która go do domu wniosła

 

ujada

 

litera otwarta jak ogród

róż

 

na ogrodach siwe włosy przezroczystości śnieg pada

 

ogród

 

róż

 

biały węgiel

 

łamię cię na pół

 

czarny węgiel w mleku moczę

 

na pół

 

z domu wynoszę psa lustro psa

 

tyle tu miejsca

dla przezroczystości

 

śnieg z dachu

 

do wiadra

 

z wiadra róża wybija

jak spod śniegu

 

wybija

 

liczę włosy na swojej głowie

siwe

 

ciebie szukam

 

na głowie

 

glino biała śnieg czarny w tobie wypalam

 

na głowie

 

włosy

 

siwe

 

przezroczystość czarna

na rękach

 

róża

 

czarna

 

ogród

 

w piecu wypalony różany

 

ogród

 

jak czad

róża

 

nad myślą

 

róża

 

09.XI 2014, Międzyrzec Podlaski

 

Copyright © 2012 DŚT Warszawa. All Rights Reserved